07 marca, 2017

Perfumeria, kosmetyka i mydlarstwo w przedwojennej Polsce. Radiowa rozmowa z dr n. med. inż. Katarzyną Pytkowską



Dotychczas myślałam, że tylko ja mam fioła na punkcie historii polskiego przemysłu chemii kosmetycznej. Okazuje się jednak, że są osoby zajmujące się tym tematem nie tylko hobbystycznie, ale także naukowo. Z wielką przyjemnością wysłuchałam audycji w radiu TOK FM, w której gościnią była dr n. med. inż. Katarzyna Pytkowska, prorektor Wyższej Szkoły Zawodowej Kosmetyki i Pielęgnacji Zdrowia. Pani rektor jest inżynierem chemii, doktoryzowała się na Wydziale Lekarskim Warszawskiego Uniwersytetu Medycznego z zagadnień dotyczących fizjologii skóry.. Jest redaktorką naczelną kwartalnika "Cosmetology Today" oraz autorką bloga Stare Kosmetyki. Prowadzi również internetowe muzeum Cosmetic And Household Museum, poświęcone historii chemii kosmetycznej i gospodarczej. Co więcej, dr Pytkowska jest właścicielką ogromnej kolekcji wycinków prasowych, broszur reklamowych oraz opakowań kosmetyków, głównie z okresu przedwojennego. Jej kolekcję można było obejrzeć w 2010 r. podczas wystawy "Kosmetologia i chemia gospodarcza w XX-leciu międzywojennym w Polsce", ale przegląd eksponatów wraz z wprowadzeniem historycznym znajdziecie pod tym linkiem. Na blogu dr Pytkowskiej serdecznie polecam wpis o prawdopodobnie jednym z pierwszych produktów kwasowych (dostępnym bez recepty!), czyli ampułkach Vitahorm Antiba z 1938r, które zawierały kwas retinowy, wpis o modzie na kosmetyki radioaktywne(!) oraz o sposobie prania pończoszek :-).

Wracając do radiowej rozmowy, zachęcam do odsłuchania całości. Można to zrobić wchodząc na stronę radia z podcastami i wpisując w wyszukiwarkę tytuł dzisiejszego posta (do pierwszej kropki). Całej audycji naprawdę znakomicie się słucha, uwielbiam konwencję pół-serio Cezarego Łasiczki, gdyż doskonale ratuje ona z opresji pana redaktora, gdy temat rozmowy niekoniecznie jest zbieżny z jego zainteresowaniami. Tym razem dziennikarz zwymyślał "głupie mieszki" za niezdecydowanie w kwestii produkcji włosów siwych i z barwnikiem - z rozmowy dowiadujemy się, że nawet mieszek, który osiwiał, może zmienić zdanie i wyhodować włos z barwnikiem.

Poniżej znajdziecie rozmaite ciekawostki, w które obfitowała rozmowa. Do omówionych tematów dodałam również swoje dygresje, także nie bierzcie tekstu poniżej jako cudzysłowu - to w kwestii, gdyby gdzieś wkradł się błąd lub nieścisłość, biorę to na siebie :).

Jak narodziła się kosmetyka
Do celów kosmetycznych używano tego, co było pod ręką i tego, co działało. A pod ręką były m.in. gliny, palony węgiel drzewny, barwniki roślinne, żywice roślinne, miód i woski. Niektórych substancji używano tylko do zdobień rytualnych, ale w niektórych przypadkach okazywało się, że poza upiększaniem ciała te środki spełniają też inne funkcje - po ich zastosowaniu skóra wyglądała ładniej, była mniej ściągnięta. Pomysły rodziły się też z obserwacji natury: zranione dzikie zwierzęta często zażywają kąpieli błotnych. Dzisiaj wiemy, że to krzemionka zawarta w błocie i glinie odpowiada za stymulację skóry do odnowy.

O kosmetykach w starożytności
W czasach antycznych, owszem, kosmetyki wytwarzano i stosowano. Do produkcji wykorzystywano wszystko, co zdawało się nie szkodzić. Surowcami handlowano, gdyż każdy rejon obfitował w inne dary natury. Najwięcej zachowanych wyobrażeń graficznych o kosmetykach zachowało się w egipskich hieroglifach. Udokumentowano niemało praktyk kosmetycznych, także w przekazie pisemnym, który jednak zachował się w formie niekompletnej. Nie każdy opis i rytuał smarowania skóry bowiem był godny uwiecznienia na piśmie. Jeżeli jesteście ciekawi początków medycyny i kosmetyki, zajrzyjcie do "Dawnej medycyny. Jej tajemnie i potęga. Egipt, Babilonia, Indie, Chiny, Meksyk, Peru" Jurgena Thorwalda. Jest to bardzo przystępna, popularnonaukowa pozycja z całym mnóstwem opisów - rytuałów, zabiegów, chorób dermatologicznych.


Rozwój kosmetyki i poradnictwa 
Dr Pytkowska zauważa, że odkąd słowo pisane "przestało być dostępne tylko dla elit, zaczęto (wreszcie) pisać o kosmetykach". Od XIX. wieku widoczny był rozwój drukowanych form poradnikowych gospodarskich, przeznaczonych dla gospodyń wiejskich jak i miejskich. To tam przemycano rady dla służących, jak pielęgnować spracowane i zaczerwienione dłonie. Jednak dopiero od lat 20. XX. wieku w Polsce, Europie Zachodniej i Stanach Zjednoczonych zaczęto uzupełniać przekazy i receptury ludowe podejściem naukowym. Z porad tych można było wnioskować o obowiązujących kanonach urody, np. szczególną uwagę poświęcano sposobom na rozjaśnienie cery, wyeliminowanie piegów. Bo przecież motorem rozwoju kosmetyków była moda. Stąd powstawały przeróżne preparaty, mające zbliżyć kobiecą urodę do obowiązujących kanonów. Przykładem niech będzie rozjaśnianie włosów, które zrobiło się niezwykle popularne w latach 40. i 50. za sprawą gwałtownego rozwoju przemysłu filmowego i narodzin blondwłosych seksbomb takich jak Marylin Monroe. A samą przecież technikę rozjaśniania znano od przeszło 20-30 lat! 

Dostępność i ceny kosmetyków
Początkowo wyroby kosmetyczne były przeznaczone dla wyższych warstw społecznych. Nie tylko ze względu na cenę, ale także dlatego, że organizacja jak i warunki pracy oraz obciążające obowiązki domowe nie wszystkim kobietom pozwalały na farbowanie włosów co miesiąc. Dostępność kosmetyków zaczyna polepszać się dopiero w latach 30. XX. wieku - rozpoczyna się produkcja masowa, a ceny powoli maleją. W USA nastąpiło to nieco szybciej, gdyż tam przemysł kosmetyczny rozwijał się dynamiczniej, nie hamowany niczym przez okres II Wojny Światowej. W Europie okres wojenny był istotnym hamulcem rozwoju tej gałęzi przemysłu - większe znaczenie miał przemysł chemiczny i farmaceutyczny (na polach bitew niejednokrotnie walczyli żołnierze wzmocnieni przez środki psychoaktywne). Natomiast masowy rynek kosmetyków dla wszystkich pojawił się dopiero w latach 50. i 60. 

Surowce kosmetyczne
Do dziś istnieje szereg marek kosmetycznych, których kariery rozpoczęły się w okresie przedwojennym, a które dzisiaj funkcjonują jako wielkie kosmetyczne marki (np. Maybelline, Vichy, Helena Rubinstein - dziś wszystkie pod egidą koncernu L'Oreal). Ciekawe jednak, że - wbrew ogólnym tendencjom, by "zachowywać tradycyjne receptury" - akurat receptury kosmetyczne uległy niemal całkowitej reformulacji. Niegdyś dysponowano bardzo ograniczoną ilością surowców. Mydło było używane jako baza produktów myjących, ale też jako emulgator mleczek pielęgnacyjnych, preparatów do demakijażu, kremów, a nawet tuszu Maybelline Cake Mascara (o historii tuszu do rzęs pisałam tutaj). Lanolina, wprowadzona na rynek kosmetyków przez koncern Beiersdorf (dziś Nivea) oraz inne sterole również pełniła funkcję emulgatora, dzięki nim kremy zyskały bardzo przyjemną konsystencję. Mimo to w początkach swego rozwoju, kosmetyki miały bardzo uproszczone receptury: zawierały bazę tłuszczową oraz proste emulgatory. Dopiero w latach 30. XX. wieku zaczęła się produkcja syntetycznych surfaktantów, które mogły zastąpić mydło w kosmetykach oczyszczających. Wtedy też rozpoczęła się historia szamponów w takiej formie, jaką znamy dzisiaj.

Szampony oparte na mydle
Receptura pierwszych szamponów bazowała na mydle. Przykładem jest np. szampon w proszku Czarnogłówka (lub Czarna główka), który rozpuszczano najpierw w wodzie (w USA powszechna była praktyka gotowania zwykłych płatków mydlanych z mydła w kostce, o tym pisałam tutaj). Ponieważ mydło miało odczyn zasadowy, po zastosowaniu Czarnogłówki włosy były matowe. Dlatego do szamponu dołączany był preparat zakwaszający, który zawierał któryś ze stałych kwasów organicznych. On również wymagał rozpuszczenia w wodzie, a następnie był stosowany jako płukanka. W przypadku braku takiego preparatu alternatywą było zastosowanie innego kwaśnego roztworu, np. z soku z cytryny lub octu. Pani dr mówi, że dla samego mydła niestety nie było alternatywy - istniała  jednak alternatywa naturalna. Z licznych źródeł wiemy, że do mycia włosów stosowano szampon z żółtek jaj (na dworze cesarstwa Austro-Węgierskiego, w opiece pielęgniarskiej nad pacjentem, na przełomie wieków XIX. i XX. wieku w Stanach Zjednoczonych oraz w Polsce Ludowej) czy choćby wywar z mydlnicy lekarskiej. 

A co się działo po umyciu włosów mydłem? Stawały się trudne do rozczesania, co powodowało uszkodzenia mechaniczne. Rozczesując mokry włos doprowadzamy do powstania naprężeń we wnętrzu włosa w tzw. warstwie korowej. To prowadzi do przerwania i pękania mikrowłókienek w jego wnętrzu. Zatem można z całą pewnością stwierdzić, że dobra rozczesywalność włosów to ochrona przed ich niszczeniem

W myciu włosów mydłem był jeszcze jeden problem, bowiem jeśli woda była twarda, to na powierzchni włosa osadzały się nierozpuszczalne w wodzie mydła wapniowe i mydła magnezowe, które jeszcze potęgowały brak połysku. Stąd właśnie zrodził się zwyczaj stosowania do mycia włosów wody miękkiej, deszczowej. W przypadku braku dostępności takiej wody, rozmiękczano ją sodą oczyszczoną. 

Redaktor Łasiczka zwraca uwagę, że dzisiaj deszczówka "to straszna breja z powodu smogu" i stanu środowiska. Jego gościni zauważa, że jest to przykład na to, jak porady babcine trzeba odnosić do dzisiejszych realiów - to co sprawdzało się 70 lat temu, niekoniecznie będzie działać dzisiaj. Dodatkowo panuje mylne wyobrażenie, że te pierwsze produkowane kosmetyki "były naturalne" - nic błędnego, ich receptury bardziej przypominały zawartość gablotki w laboratorium chemicznym niż dary natury. Powodem było to, że te pierwsze masowe produkty kosmetyczne były dziećmi gwałtownego rozwoju przemysłu chemicznego, kiedy dążono przede wszystkim do szybkiej i taniej produkcji. A czasochłonne pozyskiwanie naturalnych, drogocennych surowców w ten model się nie wpisywało (czyżby to była przyczyna, dla której Helena Rubinstein nie traktowała mleczka pszczelego jako wdzięcznego surowca?). 

Pierwsze szampony bez mydła
Pierwsze produkty myjące przeznaczone do włosów i oparte na syntetycznych surfaktantach wcale nie były łagodne, ponieważ miały bardzo wysoki potencjał odtłuszczający. Mimo iż surfaktanty zaczęły karierę w chemii kosmetyków, dzisiaj tego typu receptury stosujemy w chemii gospodarczej i domowej (np. w płynach do mycia naczyń, proszkach do prania, kostkach do zmywarek). Chociaż w moim odczuciu skład płynu do mycia naczyń tylko tym różni się od współczesnego szamponu, że ma większe stężenie substancji powierzchniowo czynnych (około 20%), prawdopodobnie nieco bardziej zasadowe ph oraz tym, że nie zawiera żadnych kondycjonerów (i na zdrowych włosach sprawuje się nie gorzej niż szampon, o czym przeczytacie u Blondhaircare). 

Co się stanie, jeśli umyjemy włosy wodą gazowaną?
To pytanie redaktora Łasiczki. Nic się nie stanie, nawet jeśli jest wysokozmineralizowana. Jednak jeśli umyjemy włosy mydłem i wypłuczemy je w wodzie gazowanej, to wytrącą się sole magnezowe i wapniowe, które zmatowią włosy.

Suchy szampon
Jeśli jesteście Czytelnikami tego bloga, to pewnie wiecie, że historia suchego szamponu zaczęła się na długo przed premierą słynnego szamponu Batiste. Początkowo miał on formę proszku do posypywania włosów. Wykorzystywał zjawisko adsorpcji (nie absorpcji!), czyli przylegania składnika suchego szamponu do powierzchni włosa, dzięki czemu po prostu... matowimy sebum. Pisałam o tym nie raz, bo bardzo często spotykam się z traktowaniem suchego szamponu jako środka absorbującego sebum, czyli de facto oczyszczającego, co nie jest prawdą. Niestety różnicy między adsorpcją a absorpcją nie rozumieją nawet niektórzy kosmetolodzy, publikujący w czasopismach - taki artykuł widziałam np. niedawno w "Zwierciadle". A przecież przykładowo glinka w formie suchej adsorbuje sebum, natomiast zastosowana w formie pasty absorbuje. Z kolei talk nie ma żadnych właściwości absorpcyjnych, nawet w formie pasty - zresztą zachęcam do wymieszania talku z wodą, same zobaczycie, co się stanie :-). O suchych szamponach przemysł kosmetyczny na długie lata zapomniał i dopiero w ostatnich latach jego masowa produkcja wróciła, m.in. w segmencie produktów pielęgnacyjnych dla zwierząt - o tym nieco niżej.


Codzienne stosowanie suchych szamponów a łupież
Regularne używanie suchych szamponów może być szkodliwe z tego powodu, że sorpcja lipidów skórnych może w dłuższej perspektywie powodować nadmierne odtłuszczenie skóry głowy. Wtedy może się pojawić nadmierne złuszczanie, czyli łupież. Jak to działa? Jeśli zastosujemy sorbent , który przylega do substancji tłuszczowych w warstwie rogowej, to te komórki zostaną uwolnione... w formie łupieżu suchego. Czasami osoby z łojotokiem obserwują u siebie nagłą transformację łupieżu tłustego w łupież suchy - przyczyną może być właśnie odtłuszczenie już wytworzonego łupieżu tłustego przez substancję przylegającą do lipidów. Takie zjawisko może wystąpić, jeśli mając ŁZS zastosujemy szampon przeznaczony do łojotoku, czyli odtłuszczający - wtedy w formie łupieżu suchego odrywa się to, co już łuszczyło się w formie tłustej. Przy okazji dr radzi, by przy ŁZS często oczyszczać skórę głowy oraz stosować substancje regulujące stan flory bakteryjnej skóry oraz populację drożdżaków. Nie poleca smarować skóry głowy smalcem ani oliwą; inne podejście do tej kwestii ma np. Łojotokowa Głowa, która regularne olejuje skórę głowy. A jakie Wy macie doświadczenia? 

Suchy szampon dla zwierząt
To nowość jeśli chodzi pielęgnację sierści psów. Rynek wyciągnął rękę do właścicieli czworonogów i samych czworonogów, bo, jak stwierdza dr Pytkowska, "łatwiej psa wyprać na sucho niż pakować go do wanny" - szczególnie z punktu widzenia niektórych psów.


Czy szampon dla psów nadaje się na szampon dla... ludzi?
Odpowiedź na to pytanie mnie zaskoczyła! Nie wiedziałam, że ph skóry psów, jest inne od ph ludzkiej skóry. Dlatego mycie naszego przyjaciela Timotejem nie będzie dobrym pomysłem i na odwrót - nie warto szukać szamponowego graala na półce do mycia psiej sierści. Ciekawa jestem jak się ma to do preparatów myjących np. dla koni?


Głupie mieszki
W istocie, głupie. Z jednego mieszka w ciągu życia wyrośnie nam tylko kilkanaście włosów (czy to przesłanka, aby nie wyrywać włosów z cebulkami?), w dodatku jeśli z jakiegoś mieszka wyrośnie nam siwy włos, nie jest powiedziane, że następny tez będzie biały... - choć statystycznie rzecz biorąc, sytuacja jest odwrotna, na miejscu włosów zabarwionych, w końcu rosną włosy siwe, bez barwnika.

Jaka jest rzeczywista skuteczność kosmetyków?
Jeśli chodzi o walkę z niedoskonałościami, to mimo wielości produktów na rynku, w wielu przypadkach nie ma fizjologicznej możliwości, by z tymi niedoskonałościami wygrać. Wiele stanów skóry wymaga przede wszystkim regularnej pielęgnacji, a nie tygodniowej kuracji dermocudkosmetykiem z apteki. Taka regularna, skuteczna pielęgnacja opiera się na wspomaganiu naturalnych procesów skóry, a nie totalnym zmienianiu jej fizjologii, co zresztą trudno osiągnąć bez farmaceutyków doustnych. 

Można surowcami użyźniać kremy bez końca, ale lepiej użyźnić cały organizm od środka. Kremy działają na skórę przede wszystkim w ten sposób, że spowalniają ucieczkę wody. Tej ucieczki nie można też odciąć całkowicie, bo wtedy skóra zaczęłaby funkcjonować źle. Skóra sama z siebie powinna utrzymywać trójelementowy system utrzymujący zawartość wody w naskórku, a co za tym idzie całej biochemii naskórka:
  • produkować substancje natłuszczające powierzchniowo, 
  • substancje uszczelniające warstwę rogową, 
  • utrzymujące wodę w warstwie rogowej.





To wszystko na dziś. Czy macie ochotę na więcej radiowych rozmów na temat pielęgnacji urody i historii kosmetyków?

7 komentarzy:

  1. Moment, moment. "Kremy mają tylko jedno działanie na skórę: spowalniają ucieczkę wody." to cytat z Ciebie czy z tej pani? Przecież to kompletna bzdura ;)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Postarałam się, żeby w tekście nie było żadnych cytatów, inaczej musiałabym używać cudzysłowu a tekst wyglądałby wtórnie.
      Przesłuchałam tego fragmentu jeszcze raz i dr Pytkowska mówi dokładnie tak: "To co robimy za pomocą kremów to jest przede wszystkim spowalnianie ucieczki wody ze skóry. Nie można tej ucieczki zahamować do zera, bo wtedy skóra zaczyna funkcjonować źle". Wypowiedź padła w kontekście tego, że kremów na półkach jest multum i musimy się pogodzić z tym, że możemy kosmetykami tylko wspomagać naturalne procesy skóry. Odebrałam to w taki fatalistyczny sposób i kluczowe słowo "przede wszystkim" gdzieś mi umknęło. Nie potrafię rozwinąć tego tematu, bo jestem laikiem i starałam się zaprezentować pewne sprawy we wpisie. Może jednak kremy mają jeszcze jakieś skuteczne działanie na skórę i po prostu źle zrozumiałam całą wypowiedź, która dotyczyła potwierdzonej skuteczności kremów. Nic nie stoi na przeszkodzie, żebyś w komentarzu dodała parę słów od siebie, wtedy będę się mogła na czymś oprzeć i poprawić wpis :) Dzięki za celną uwagę, na takie czekałam, gdyż z niepewnością podchodziłam do pewnych spraw poruszanych w tej rozmowie :-)

      Usuń
    2. Tak, być może chodziło o to, że kremy tylko wspomagają naturalne procesy... Z czym się nie zgadzam (o czym za chwilę), ale byłoby to jakieś uzasadnienie takiej katastrofalnej pomyłki ;)

      Bowiem przyczepić się do tego zdania mogę na dwa sposoby. Największe moje zarzuty straciłyby na mocy gdyby dr Pytkowska sprecyzowałaby, że chodzi o kremy NAWILŻAJĄCE. Dalej nie byłoby to do końca prawdą (bo poza substancjami okluzyjnymi istnieją także humektanty, czyli składniki dostarczające nawilżenie do skóry), ale nie byłoby przynajmniej tak rażąco ;)

      No bo jak inaczej określić zapomnienie o dziesiątkach funkcji najprzeróżniejszych kremów? Kremy przeciwsłoneczne to co? Kremy mikrozłuszczające, regulujące cerę? Rozkurczające mięśnie peptydy? Miałam kiedyś krem dla atopików z fermentem dobrych bakterii, co miało zmniejszać ryzyko nadkażenia np. gronkowcem... Fantazja producentów nie zna granic, a jak widzisz - poza mikrozłuszczaniem, wymienione tu funkcje to nie są "naturalne procesy skóry", które trzeba wspomóc.

      Ale zapewne po prostu zbyt alergicznie zareagowałam na takie kategoryczne sformułowanie jakie widnieje w poście - tłumaczę się teraz tylko po to, żebym nie wyszła na rozjuszonego pitbulla ;) Tekst jest oczywiście bardzo ciekawy i trafiający w moje zainteresowania, a na bloga pani doktor też na pewno w przyszłości zajrzę :)

      Usuń
    3. Ja też uważam, że to był skrót myślowy i dotyczył raczej kremów do codziennego stosowania, tych nawilżająco-natłuszczających. Rozmowa radiowa rządzi się innymi prawami niż pisany wywód naukowy, więc byłabym tutaj łaskawsza; tymbardziej, że pan redaktor występował z pozycji totalnego laika i mógł prowokować panią dr do zbyt daleko idących uproszczeń.
      Dlatego też napisałam w poście, że wszelkie błędy biorę na siebie. W tekście postawiłam na narracyjną parafrazę, nie chciałam nikogo cytować, czy rozpisywać tej rozmowy na dosłowny dialog, więc liczyłam się z możliwością popełnienia błędów. Dlatego dziękuję Ci, Aniu, za interwencję. Do zacytowanego przez Ciebie zdania dodam "przede wszystkim", dzięki czemu cała myśl nie będzie tak razić. :*

      Usuń
  2. Mówiąc szczerze, chyba nie szukałabym szamponu idealnego na psiej półce :D Ale mogłoby mi przyjść na myśl wykąpanie zwierzęcia szamponem "ludzkim" ;)

    OdpowiedzUsuń
  3. Żałuję, że nie trafiłam na ten tekst wcześniej, bo jest naprawdę interesujący. Podepnę go do mojego wczorajszego tekstu z ciekawymi linkami marca:)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Dzięki, Karolina :) Bardzo mi miło.

      Usuń

Dziękuję za Twój komentarz. Cenię Czytelników, którzy mają swój mały wkład w bloga. Jeżeli jesteś Anonimem, proszę, podpisz się imieniem lub nickiem :-)

Related Posts Plugin for WordPress, Blogger...