13 sierpnia, 2015

Zwierciadło, 1979: Pachnące kłopoty Polleny-URODY




Wiem, że posty dotyczące dawnego polskiego przemysłu chemii kosmetycznej najmniej Was interesują, ale postawiłam sobie za cel uratowanie pamięci o naszych przedsiębiorstwach :). Ktoś mógłby pomyśleć, że wszystkie wpisy dotyczące tego okresu w historii Polski to prosty sentymentalizm za klimatem PRLu, ale motywy mojego zainteresowania są bardziej złożone.

Chodzące taśmy produkcyjne to jedno, a puste półki to drugie. Artykuł, który chciałam Wam pokazać dotyczy właśnie niedoborów, z jakimi zmagało się wiele gałęzi gospodarki, nie tylko chemia kosmetyczna. Potrzebowałaś oliwki dla dziecka albo środka na ciemieniuszkę, a w sklepie już dawno się sprzedały i nie wiadomo, kiedy znowu coś rzucą. Nie bez powodu tamten okres sprzyjał główkowaniu, majsterkowaniu (rubryki "Zrób to sam" w gazetach, dzisiejszy diy, w sumie znowu popularny!), wekowaniu przetworów, dzianiu, nie mówiąc nic o społecznej roli, jaką odgrywała np. Burda, czy dodatek do "Kobiety i życia" - "Wykroje i wzory". Żeby ładnie wyglądać trzeba było albo znać ekspedientkę w Pewexie albo umieć szyć - ten drugi warunek był łatwiejszy do spełnienia. Podobnie było z kosmetyką. Produkty kosmetyczne nie były reglamentowane, ale nie zapewniało to ich dostępności. To co mi się podoba w tamtym okresie to (wprawdzie wymuszone warunkami) zainteresowanie naturalną pielęgnacją. Kobiety chętnie kupowały kremy Polleny, ale wiedziały co zrobić, jeśli półeczka w sklepie była pusta tuż po dostawie. Takiej "zaradności" nie widzę w moim pokoleniu. Wszystko jest już gotowe i dostosowane pod klienta, a problemem jest nie niedobór ale nadmiar. Człowiek zamiast być twórcą, staje się konsumentem. 

Czytałam gdzieś-kiedyś, że kosmetyki Polleny cechowały się jakością premium. W poniższym artykule autorka pisze, że wyrobami tej firmy były zainteresowane zagraniczne koncerny, chętne by sprzedawać je pod własną marką. Niestety, ale mam co do takiej hagiografii mieszane uczucia. Z trzech powodów. Jeżeli Pollena miała problem nawet ze ściąganiem stearyny z zagranicy, w jaki sposób mogła tworzyć receptury jakości premium? Kto mógł zagwarantować regularne dostawy surowców? Barbara Brach pisze: "Inną formą oszczędności surowców jest nieistotne dla walorów wyrobu obniżenie norm zużycia. Jeszcze inną będzie użycie substytutu". Żeby zobrazować jak to może wyglądać w praktyce - przez "obniżenie norm zużycia" surowca rozumiem dodanie do kremu 1% olejku z kiełków pszenicy zamiast 10%. Z kolei substytutem np. olejku migdałowego w kosmetyku jest parafina (vide większość tzw. oliwek dla dzieci opartych na niej. Tylko nieliczne bazują na olejach roślinnych: Hipp, Babydream, Sylveco dla dzieci). Po drugie (choć to jest argument pośredni) firmy, które czerpią z tradycji pollenowskich ziołowych szamponów, sprzedają je obecnie jako silne szampony oparte na SLSie i pozbawione składników łagodzących/kondycjonujących (taki skład jest też ich zaletą). Ja jednak nie zaliczyłabym takiego wyrobu do kategorii premium. Oczywiście to jest poszlakowe myślenie (bo nie znamy składów szamponów ziołowych Polleny, nie były zamieszczane na etykietach), ale chciałam o tym wspomnieć. I po trzecie, dotarłam w archiwum Gazety Wyborczej do artykułów z okresu transformacji ustrojowej, które opisują raczej zjawiska niepokojące:
Eksperci myją głowę 
"Ani jeden z kilkunastu szamponów badanych przez Konsumencki Instytut Jakości nie uzyskał oceny bardzo dobrej. Eksperci KIJ poprosili o opinię losowo wytypowanych konsumentów, którzy mieli ocenić szampony przed myciem (kolor i zapach), w trakcie mycia (pienistość, wydajność, konsystencja, łatwośćspłukiwania i czesania włosów na mokro) i po myciu (połysk włosów i łatwość ich czesania na sucho)."  Gazeta Wyborcza, nr 855, wydanie z dnia 07/04/1992, str. 15

Głowa w płynie do naczyń

"Niemal jedna czwarta kosmetyków przeznaczonych do pielęgnacji dzieci i niemowląt nie spełnia niezbędnych wymagań. Najczęściej nie mają atestów PZH lub dat przydatności do użycia - stwierdzili inspektorzy Państwowej Inspekcji Handlowej.
Najwięcej towarów (prawie 38 proc.) zakwestionowano z powodu braku atestów Państwowego Zakładu Higieny. Gdy nie ma atestu, nie wiadomo czy wyrób nie zawiera surowców szkodliwych dla zdrowia. Wszystkie towary bez atestu PIH wycofał ze sklepów." Gazeta Stołeczna nr 193, wydanie z dnia 20/08/1994, str. 9  *
*niestety nie mogę zacytować pełnej treści, ponieważ miesięczny dostęp kosztuje ok. 250zł :D


Jeżeli jeszcze w 1994 r. inspektorzy walczyli z wprowadzaniem na rynek produktów o składach potencjalnie szkodliwych dla zdrowia, to kto miał zysk w powoływaniu i delegowaniu instytucji kontrolnych do zakładów produkcyjnych, które były państwowymi monopolistami? Mogę się tutaj mylić w pewnych wnioskach, gdyż po prostu materiałów na ten temat jest bardzo mało lub nie są w moim zasięgu.


Sytuacja jaką opisuje w artykule pani Barbara Brach jest niestety trochę zabawna. W dużym skrócie dotyczy barejowskiej sytuacji: Pollena ukręciła swoje kremy i szampony, ale nie może od nikogo pozyskać opakowań. Krajowe huty szkła nie przyjmą zlecenia na krótką serię, a dewizy na import z zagranicy się skończyły. Ot, nie będzie opakowań! Albo przelejemy jeden produkt w buteleczki po innym produkcie, żeby nie pozbawiać naszych klientów ulubionych towarów. W efekcie wiele wyrobów, głównie tych popularnych i cenionych, zupełnie wycofano z produkcji.


Fabryka Polleny-URODY na  ul. Szwedzkiej w Warszawie 
(dziś zamknięta, przeznaczona do rewitalizacji)


To co mnie jeszcze zaciekawiło to wzmianka o... suchym szamponie w aerozolu. Z tego co udało mi się wyczytać, mechanizm działania suchych szamponów był znany już pod koniec XIXw. w USA. Wydaje mi się, że w pewnych kręgach, niezależnie od kraju i kontynentu, kobiety po prostu wiedziały, że niektórymi proszkami można wyczesywać i odświeżać fryzurę. Na przykład we wpisie o suchym szamponie z widłaka, mąki gryczanej i drożdży cytuję broszurę "Pollena. Poradnik kosmetyczny", w której autorki zachęcają do używania wyżej wymienionych składników jako suchego szamponu. Nie wiedziałam jednak, że Pollena miała w swojej ofercie produkt pod nazwą suchy szampon. Zauważcie, że mimo iż była to broszura reklamowa, autorki zamiast namawiać do kupna produktu firmy, zachęcały, by zajrzeć do kuchni :-) Dzisiaj takie działanie w marketingu uznane byłoby za generujące stratę dla marki.

Na dole macie pełną treść artykułu (trzeba kliknąć, żeby powiększyć). Przepraszam za rozdartą stronę i ogólne sfatygowanie, ale ten egzemplarz wiele przeszedł. W programie udało mi się go trochę odświeżyć (kosztem nieco wyblakłego fontu).



W następnym wpisie w cyklu Historia Pielęgnacji pokażę Wam znane perfumy "Brutal" produkowane przez Pollenę-Miraculum oraz artykuł o tym, jak Prokuratura Generalna zajęła się demoralizującą nazwą perfum.

Więcej o Pollenie:



9 komentarzy:

  1. To ja czekam na kolejny wpis z serii! :)

    OdpowiedzUsuń
  2. A ja lubię te wycinki ze starej prasy. I lubię to, jak piszesz :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Myślałam raczej, że ze względu na pracę masz dość gazet :P

      Usuń
  3. Czy włosy od glutenu występującego w mące, mogą ciągnąć się jak guma?

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. To znaczy, czy gluten niszczy włos rozciągając go?
      Nie mam pojęcia.

      Usuń
  4. No właśnie odkąd myję włosy mąką (3tygodnie) włosy ciągną się jak guma. Może to przenawilżenie lub przeproteinowanie?
    Pytam, bo w sieci nie mogę nic znaleźć na ten temat oprócz tego, że włosy spalone farbowaniem mogą tak się ciągnąć. Ja niestety włosów nie farbuje.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Jakiej mąki używasz? Jeśli włosy ciągną się jak guma, to raczej przyczyną jest niedobór protein lub przenawilżenie, a przynajmniej takie informacje są u Kacysko i Martusiowego Kuferka. Jakie jeszcze kosmetyki stosujesz na włosy?
      Jeśli nie widzisz innej przyczyny niż mąka, to najlepiej po prostu z niej zrezygnować. Szczerze mówiąc nie mam pojęcia, skąd taki efekt.

      Usuń
    2. Używam mąki żytniej typu 720. Włosy zaczęły się tak ciągnąć po umyciu ich kallosem keratin. Więc może to faktycznie przenawilżenie. Dodam, że przez rok codziennie olejowałam włosy olejkiem lnianym i ze słodkich migdałów i nakładałam właśnie wyżej wymienioną maskę oraz kallos banana. Miałam bardzo zniszczone włosy i przez tak długi czas się to na nich sprawdzało.
      Włosy już mi odrosły i został jakiś centymetr, może dwa zniszczeń. Najpewniej to właśnie przenawilżenie,

      Usuń
  5. Też lubię wycinki ze starej prasy czasem sobie obejrzeć.

    OdpowiedzUsuń

Dziękuję za Twój komentarz. Cenię Czytelników, którzy mają swój mały wkład w bloga. Jeżeli jesteś Anonimem, proszę, podpisz się imieniem lub nickiem :-)

Related Posts Plugin for WordPress, Blogger...