05 marca, 2015

Szampon chmielowy Pollena-URODA z lat 80.

Jako że blog ten jest poświęcony temu, jak radzić sobie bez szamponów, dzisiejszy post może wydawać się nieco dziwny. Jakiś czas temu robiliśmy porządki w naszej piwnicy i znaleźliśmy tam kilka ciekawych gratów, które równie dobrze można nazwać śmieciami. W innym wypadku można wyjść na niegroźnego dziwaka. Jednak zawsze moją uwagę przyciągały pamiątki z tzw. chemii domowej, które czasami ostają się gdzieś na strychach czy w zbiorowych pudłach. W internecie działa nawet kilka stron, które gromadzą zdjęcia dawnych opakowań kosmetyków (ale też artykułów spożywczych, np. kawy Inki czy gum balonowych "Donald"), szczególnie z okresu PRL, ale nie tylko. To co zadziwia, to proste, niewymuszone wzornictwo opakowań, rozbrajające nazwy tych produktów (oliwka dla dzieci "Jacek i Agatka", mydło "Tukan", kultowe perfumy i wody kolońskie "Być może...", "Brutal", "Przemysławka", woda po goleniu "Konsul") oraz brak ważnych z punktu widzenia konsumenta informacji, takich jak skład pasty do zębów, szamponu, farby do włosów (kiedyś producent nie miał obowiązku umieszczać takich informacji).

Warszawa, lata 70.
Tak więc gdzieś w zakamarkach naszego domu znalazłam szklaną buteleczkę szamponu Polleny URODY, lidera PRLowskiej chemii gospodarczej. Przypomniało mi to rozmowę z moją mamą na temat pielęgnacji włosów w tamtych czasach. Wspominała o tych szamponach, a raczej o tym, że z reguły na półkach ich nie było - nie był to produkt pierwszej potrzeby, ponieważ włosy można było i często myto szarym mydłem (w końcu nie bez powodu na półkach zawsze był rzucony ocet, patrz ACV :)). Szampony te były oszczędnie stosowane, ale kobiety zdawały sobie też sprawę z ich kiepskiej jakości (prawdopodobnie detergent + regulator ph, żadnych substancji pielęgnujących, kondycjonujących), dlatego odmierzoną niewielką porcję dodatkowo rozcieńczano z wodą, spieniano i dopiero wtedy nanoszono na włosy. Mama mówiła, że włosy myło się rzadziej niż teraz, w każdym bądź razie na pewno nie codziennie ani co drugi dzień, bo po pierwsze nikt nie miał na to czasu, włosy nie potrzebowały tak częstego mycia, a poza tym kanony urody były wtedy inne. Danuta Wałęsa wielokrotnie była fotografowana w nie pierwszej świeżości włosach (tutaj), tak samo jak inne kobiety na randomowych fotografiach z tamtych czasów. Nie było wtedy takiego silnego tabu wobec choćby lekko przetłuszczonych włosów, dozwolone było pokazywanie się w nich - oczywiście inna była percepcja ich stanu, to nie były włosy brudne, tylko właśnie "nie pierwszej świeżości", czyli nadal jak najbardziej OK. Z drugiej strony istnieją albumy fotograficzne z elegantkami z Warszawy, których włosy zawsze były starannie ułożone i odświeżone, więc według mnie kwestia wielkomiejskiego, zamożniejszego środowiska wywierała presję przeciwną.

Warszawianki, lata 70.

Mama opowiadała też, że nie pamięta, żeby w sklepie były jakiekolwiek odżywki do włosów, jeżeli już kobiety je miały u siebie w domach, to sprowadzane z Niemiec przez swoich mężów i znajomych. Zresztą nie tylko odżywki do włosów, bo kto tylko wyjeżdżał w tamtych czasach do Niemiec do pracy, zawsze przywoził ze sobą całe zamówienia produktów deficytowych lub w ogóle nieobecnych w naszym kraju, takich jak np. tamtejsze dobre magnetofony, interakcyjne zabawki dla dzieci itp.

Ciekawostką wydał mi się też fakt, że powszechne było cotygodniowe mycie i odżywianie włosów jajkiem, dokładnie tak, jak opisałam w tym poście, który w kwestii techniki zainspirowała moja mama. Podobno tak właśnie kobiety kompensowały włosom brak odżywek i dobrych, a czasem jakichkolwiek szamponów.

Pollena-Savona oraz Pollena-Eva (URODA-Warszawa już nie istnieje) nadal produkują podobne szampony, w zasadzie można by nawet powiedzieć, że są to te same produkty, choć w kwestii składu brakuje danych do ich porównania. Ich serie jednak składają się z podobnych odmian ziołowych, z tym że dziś wycofano niektóre z nich; kiedyś były to: Miętowy, Pokrzywowy, Piwny, Szałwiowy, Brzozowy, Chmielowy. Dzisiejszych szamponów czerpiących z idei Polleny trzeba szukać pod seriami: Savona Familijny Szampon Ziołowy, Savona Ziołowy, Eva Natura Style oraz Eva Natura. 

Zupełnie inną firmą jest Barwa, też zaczynająca w PRLu, jako Wytwórnia Artykułów Chemiczno-Gospodarczych Spółdzielnia Pracy "Barwa". Ona również produkuje szampony ziołowe o jak najprostszych składach, będące częścią serii "Barwa Ziołowa", która, tak myślę, duchem również nawiązuje do dawnej Polleny.

Fabryka Polleny-Ewy od samego początku swojego istnienia znajduje się w Łodzi, przy ul. 6 sierpnia 15/17. Zanim przeszła w ręce państwa, firma była spółką prywatną i nazywała się Pixin, a założyło ją dwóch łódzkich przedsiębiorców: Hugo Guttel i Józef Wojtowicz. Z jej taśm wyszła też kultowa woda kolońska "Prastara".

Historia konsorcjum Pollena jest skomplikowana, ponieważ od 1971r. w jej skład wchodziło 14 zakładów i fabryk, które produkowały pod swoimi szyldami, np. właśnie Pollena-URODA, Pollena-Wrocław, Pollena-Malwa, Pollena-Aroma i inne. Część z nich dzisiaj nie istnieje, bądź została wykupiona przez wielkie kosmetyczne koncerny (Pollena-Bydgoszcz przez Unilever, Pollena-Helenówek przez L'oreal, Pollena-Racibórz przez Henkel, Pollena Malwa przez Global Cosmed). Swoje produkty i linie kosmetyków do dzisiaj produkują: Pollena-Aroma (na pewno kojarzycie markę dr Beta), Pollena-Eva, Pollena S.A. (opakowania kosmetyczne), Pollena-Savona, Pollena-Ostrzeszów, Pollena-Silesia, Pollena-Ścinawa.

Na koniec chciałam jeszcze wspomnieć o wspaniałej, opuszczonej fabryce Polleny-URODY w Warszawie przy ul. Szwedzkiej. Fabryka jest mocno "ruszona", bo niestety ruino-turystyka w pewnych kręgach stała się popularna, a dodatkowo złomiarze i poszukiwacze elementów pofabrycznych na sprzedaż już dawno zajęli się szabrownictwem. Niektóre środowiska liczyły, że fabrykę uda się wykupić i wreszcie zabezpieczyć historyczne śluzy i inne wartościowe elementy, które skrywa fabryka. Zobaczymy, jak to wszystko będzie wyglądać, bo nowy właściciel zapowiedział, że zrewitalizuje cały obiekt, a wewnątrz fabryki powstaną lofty i knajpy. Tutaj możecie obejrzeć zdjęcia fabryki.

A ja Wam chciałam pokazać, jakie to "perły" ;) jeszcze nie zostały wyniesione z fabryki, choć ta od dawna już nie działa. Zdjęcia śmietanki po kąpieli "Aretuza" oraz szamponu w płynie "Testor" zrobiła Joanna Chlewicka, a opublikował je administrator facebookowej strony Industrial Photo Factory.

A oto szklana buteleczka (upiorny pomysł, ale podobno kiedyś glazura w łazience była rzadkością, więc... ;)) z naszej piwnicy:




Szkło jest bardzo grube, a sama butelka przyciężkawa. Korek jest odkręcany, pod nim znajduje się szyjka z dozownikiem podobnym, jaki kiedyś miał olejek Alterry. Bardzo podoba mi się wzorek szyszki chmielu z przodu, nasze polskie wzornictwo było kiedyś naprawdę ładne. Korek jest taki biedny i średnio pasuje do w sumie udanej buteleczki.

Z tyłu widnieje napis: "Szampon do mycia włosów normalnych i przetłuszczających się. Zawiera wyciąg z szyszek chmielu. Zmoczone włosy skropić niewielką ilością szamponu. Myć, masować, spłukać. Cena: 125 zł" ;)

Jestem naprawdę ciekawa, jaki skład miał ten szampon, ponieważ z tyłu okres trwałości przewiduje 6 miesięcy. Czyli tyle, ile kosmetyki ekologiczne. Oznacza to, że pewnie nie zawierał mocnych konserwantów. Budzi to nadzieję, że reszta składu nie była taka zła :)

Zapraszam Was też na poprzedni wpis o historii pielęgnacji włosów: Pielęgnacja włosów cesarzowej Austro-Węgier.

A Wy macie jakieś wspomnienia z tamtych czasów - własne lub zasłyszane? :-)

7 komentarzy:

  1. Swietny post lubie zglebiac tajniki pielegnacji z przeszlosci;)

    OdpowiedzUsuń
  2. dlaczego ja tu wczesniej nie trafiłam ? ostatnio moja pasja jest robienie sobie kosmetyków i chetnie poczytam jak to było kiedys! och ile czytania mam u Ciebie na wieczór!dzieki i pozdrawiam kasia

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Kasiu, bardzo się cieszę, w najbliższym czasie mam nadzieję rozbudować stronę :-)

      Usuń
  3. Anwen podala inny dzien pojawienia sie ankiety o kallosach, a potem usunela komentarz i bezczelnie zapewnia w poscie "tak jak obiecalam". Jak jej zwrocilam uwage ze oszukuje czytelniczki komentarz nie pojawil sie co nikogo nie dziwi.

    OdpowiedzUsuń
  4. Kolejny fajny wpis :) Bardzo lubię oglądać takie stare zdjęcia :) Wałęsowa wygląda nieźle, natomiast na drugiej fotce moją uwagę zwróciły ogromne okulary, teraz nie wyobrażam sobie, aby ktoś mógł się w takich pokazac na ulicy :)))

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Pewnie, że wygląda nieźle, tym bardziej, że ktoś jej zapewne znienacka wszedł do mieszkania i zrobił pamiątkowe zdjęcie, kiedy jest urobiona z dziećmi - jak najbardziej nie ma obowiązku prezentować się w takiej sytuacji uroczyście. Inne podobne zdjęcia znajdują się w jej autobiografii, i stamtąd wzięło się moje wrażenie. Moja mama potwierdziła, że kiedyś nie było takiej spiny na skrzypiąco czyste włosy, ludzie zakładali czapki, apaszki i się tym nie przejmowali.

      Usuń

Dziękuję za Twój komentarz. Cenię Czytelników, którzy mają swój mały wkład w bloga. Jeżeli jesteś Anonimem, proszę, podpisz się imieniem lub nickiem :-)

Related Posts Plugin for WordPress, Blogger...